Start arrow o wredocie
środa, 30 listopad 2022
O wredocie PDF Drukuj E-mail

O wredocie

Damian Zdrada

 

Pewien lekarz, był niezwykłym gburem. Bywało, że mówił wprost - nie przebierając w słowach – krytyczne uwagi swoim pacjentom, jeśli nie stosowali się do jego zaleceń. Często bywało, że pacjenci wychodzili z jego gabinetu wzburzeni wściekli. Jednak powracali. Mieli poczucie, że ma racje i troszczy się o nich na swój specyficzny sposób. Inny lekarz w tej samej przychodni, postępował podobnie. Jego bezczelne uwagi wprawiały pacjentów w konsternację. Na ogół jednak kończyło się to tym, że pacjenci zmieniali lekarza i szli do niego w ostateczności. Czym różniło się podejście pierwszego lekarza od drugiego? Co jest przyczyną tego, że ten pierwszy jest lubiany a ten drugi omijany, chociaż zachowują się podobnie?

            Odpowiedź jest niezwykle prosta. Ten pierwszy – wiedział o swojej gburowatości i twórczo wykorzystywał ją w swojej pracy. Ten drugi – przypuszczał, że ma taką cechę jednak jej nie akceptował u siebie. Nie lubił siebie za to i za wszelka cenę chciał zmienić tę cechę. Nie zauważał jej więc w swoim codziennym zachowaniu. Był nawet przekonany, że jest miłym i sympatycznym lekarzem, tylko pacjenci są jacyś niedobrzy... W efekcie jego pacjenci myśleli o nim: „Za kogo on się uważa? Czy nie chce przypadkiem być lepszym niż jest? Udaje, że jest kimś lepszym, co on sobie myśli, konował”.

            Pod pięknym hasłem akceptacji samego siebie kryje się pewna pułapka. Z chęcią akceptujemy siebie, jeśli myślimy, że mamy same pozytywne cechy. Co zrobić, jeśli odkryjemy jednak, że jesteśmy wredni i gburowaci? Niektórzy mówią, że takie cechy należy zmienić. Pytam: „jak?” Nie znalazłem dotychczas sensownej odpowiedzi na pytanie jak zmienić niepożądane cechy na pożądane. Mogę co najwyżej udawać, że ich nie mam. Żyję wtedy w ułudzie, bo jestem przekonany, że czegoś nie mam (a jednak mam!). Koncentruję swoją uwagę na tych sytuacjach, sygnałach, które potwierdzają słuszność moich przypuszczeń, że skutecznie wypleniłem niepożądaną cechę. Oszukuję się. Niszczę ją u innych, nie widząc, ze sam jestem taki sam.

            Zamiast próbować zmieniać swoje wady, lepiej jest je integrować, włączać w swój obraz siebie. Wówczas to, co wydawało nam się wadą, staje się czymś, co nam pomaga i służy lepszym kontaktom z innymi. Wada jest pod kontrolą, ponieważ wiemy o niej. Będąc dzieckiem, schowałem kiedyś obiad pod łóżko. Nie lubiłem wątróbki. Po jakimś czasie zapleśniała i zaczęła śmierdzieć. Tak jest z wadami, które skrywamy przed sobą. Czasem z obawy, że ktoś nam każe je zmienić, jeśli się do nich przyznamy. Zaczynają śmierdzieć – są uciążliwe. Gdyby zmiana własnych cech była rzeczywiście możliwa, wszyscy ludzie staliby się do siebie podobni, a psychoterapia zajmowałaby się seryjną produkcją ludzi - komputerów!

            Jeśli jesteś wredny, głupi, porywczy, samolubny, naiwny, złośliwy, małomówny, gburowaty, nieznośny, zawistny, pyszałkowaty, szalony, popierdolony – mam dla Ciebie dobrą wiadomość: masz wszystko, co jest potrzebne do tego, żeby inni ludzie Cię lubili, żebyś miał z nimi dobre kontakty! Zaakceptuj to i korzystaj ze swoich wad pełnymi garściami! Nie musisz dłużej wstydzić się siebie! Nikt Ci nie każe być innym niż jesteś. Możesz w końcu być sobą. Ale nie tak jesteśmy wychowani. Mówią nam: „nie bądź niedobry, nie bądź zły, nie bądź wredny”. Otrzymujemy wtedy dwie informacje: jedną – że jestem wredny, niedobry, zły. Drugą – że mam taki nie być. Kończy się to tak, że tracę z pola widzenia swoje „prawdziwe ja”. W jego miejsce wkracza „fałszywe ja”. Nie można być przecież innym, niż się jest. Prawdziwa wada jest wtedy, gdy jest nią takie nasze zachowanie, o którym nic nie wiemy albo jesteśmy przekonani, że jest to coś, czego się pozbyliśmy.

            Jednak jeśli jesteś mądry, inteligentny, rozważny, towarzyski, kochasz wszystkich ludzi – nie licz na to, że Twoje kontakty z innymi będą udane! Możesz wtedy jedynie mieć poczucie, że jesteś tak wspaniały, że inni Ci tego zazdroszczą, dlatego Cię unikają.

            Teraz wybieraj! Wolisz być wspaniały i samotny czy ułomny i szczęśliwy?

            Jest jeszcze druga strona tego samego medalu: jeśli nie lubisz czegoś w sobie, nie lubisz tego u innych. „Anka jest wredna” – i odrzucasz ją od siebie, osłaniasz się przed nią murem izolacji. To jest tak, jakbyś symbolicznie odrzucił własną wredność. „To Anka jest wredna, nie ja” – i pastwisz się nad nią, za jej wredność. Ale tak naprawdę, to robisz to sobie. Swoją złość na siebie za to, że jesteś wredny wyładowujesz na Ance. Jasne, ona też może być wredna. Ale jednak tak samo jak ty. Możesz czuć się dobrze za to, że ją pokarałeś. Ale zaraz później pojawia się ta sama niepokojąca pustka. Bo tym, co jej zrobiłeś pokazałeś, że jesteś wredny. Następny do linczu będziesz ty. Gdy sobie to uświadamiasz, tym bardziej starasz się szukać wokół siebie oznaki wredności i jeszcze bardziej je piętnujesz. „Naprzód, do walki z wredotą!”, „Wyplenić wredotę!” – z tymi okrzykami stajesz do boju w nadziei, że to Cię uleczy. Aż trafisz pewnego dnia na kogoś bardziej wrednego od ciebie, kto jeszcze mocniej niż ty, nie lubi swojej wredności. Oj, bój się wtedy, bój! Nie pozostawi na Tobie suchej nitki. A co Ci wtedy zostanie? Możesz powiedzieć: „tak bardzo walczyłem z wredotą, że wredni uknuli spisek przeciwko mnie. Czuli się zagrożeni, że w końcu dobiorę się do ich skóry. Ja, jedyny niewredny”.  I może nawet postawią Ci pomnik, a na nim widnieć będzie napis: ”walczył z wrednymi, umarł samotnie”. A jakiś chuligan dopisze spray’em: „wredziol”. I tak już zostanie…

            Możesz też uznać się za pokonanego. Przyznać się, że nie pokonałeś wredoty, bo sam jesteś wredny. I nagle okaże się, że Twój najlepszy przyjaciel jest wredny, Twoja żona jest wredna lub Twój mąż … i za to właśnie ich lubisz! Bo są tak samo wredni jak Ty, a wredny z wrednym się dogada…

Top!            2010-2011 © Centrum Psychoterapii i Leczenia Uzależnień, ul. 3 Maja 33, 41-200 Sosnowiec, tel. (32) 266-24-34 Top!