Start arrow przypowieść o szczęściu
środa, 30 listopad 2022
Przypowieść o szczęściu PDF Drukuj E-mail

Przypowieść o szczęściu

Damian Zdrada

 

            Gdy zbliża się zachód słońca nad morzem, tłumy wczasowiczów wychodzą na plażę, aby podziwiać słoneczną tarczę kryjąca się za horyzontem. Samotni siedzą zamyśleni, zakochani przytulają się do siebie, dzieci śmieją się, krzyczą i biegają, ktoś robi zdjęcia. Wygląda to tak, jakby wszystkich, na ten krótki czas ogarnęła jakaś głupawka. Chociaż słońce zachodzi, nikt nie czuje smutku. To tak, jakby właśnie przyszedł ten moment, kiedy zdajemy sobie sprawę, że wszystko ma swój kres i pozostaje cieszyć się tylko chwilą. W ciągu tych kilkunastu minut czas biegnie w tempie zachodzącego słońca: powoli i jednostajnie. Wszyscy w zbiorowym transie oczekują tej jednej, krótkiej chwili, kiedy ostatni skrawek czerwonego słońca zniknie w morzu. Nawet ptaki wstrzymują swój lot w oczekiwaniu na to, co się stanie za chwilę. Ten moment jest szczególny. Nagle wszystko jakby zamiera. Tylko morskie fale rozbijają się o brzeg jakby gwałtowniej i głośniej. I robi się ciemno, podmuch zimnego wiatru przypomina, że jest już po wszystkim. Ludzie zaczynają odczuwać chłód i powoli wychodzą z plaży. I chociaż zaczyna doskwierać zimno, to wszyscy są jacyś spokojniejsi, pogodzeni z faktem, że właśnie dzień skończył się i zaczyna się ciemność.

            Lecz cóż by się stało, gdyby jakiś szaleniec, wiedziony dzikim instynktem, rzucił się o zachodzie słońca wpław w morze, aby dotknąć tarczy słońca? Dramatycznie próbowałby zbliżyć się do niego, ale ono po prostu – w pewnym momencie by znikło z pola jego widzenia. Odwróciłby się wstecz, ale lądu też by już nie mógł dojrzeć. Ogarnęłaby go ciemność, a chłód by go osłabił. Czy tak wyobrażał sobie spełnienie swojego marzenia?

            Ta dziwna sytuacja wcale nie jest tak nam obca, jak się wydaje. Jak często w życiu dążymy do celu za wszelka cenę, jak szaleniec? Gdyby on/ona był inny, byłbym szczęśliwszy, szczęśliwsza. Gdybym miał inną pracę, lepszy samochód, więcej pieniędzy, mniej pracy, w ogóle znalazł pracę, gdybym miał żonę, miała męża, dzieci – byłbym wtedy szczęśliwy! Brniemy więc przez swoje życie jak szaleniec wpław płynący przez morze do zachodzącego słońca. Tam na końcu czeka mnie wielkie szczęście! A nie widzimy jednego: że szczęście niesiemy w worku na plecach. Leży ono tam sobie spokojnie i czeka, żebyśmy się zatrzymali i usiedli na chwilę. Zdjęli z pleców worek i zajrzeli do wnętrza. Najlepiej na plaży, gdy zachodzi słońce…

Top!            2010-2011 © Centrum Psychoterapii i Leczenia Uzależnień, ul. 3 Maja 33, 41-200 Sosnowiec, tel. (32) 266-24-34 Top!